Chiaroscuro

Widzenie, światłocienie, kolory, lustra, widma

Don’t go chasing Waterfalls!

I was fascinated by a description of Niagara Falls I had perused, and pictured in my imagination a big wheel run by the Falls. I told my uncle that I would go to America and carry out this scheme. Thirty years later I saw my ideas carried out at Niagara and marveled at the unfathomable mystery of the mind.

 – Nikola Tesla

Sicut lilium inter spinas

 

Sicut Lilium Inter Spinas

(fragment Pieśni nad Pieśniami zwanej też Pieśnią Salomona)

Latin.png Latin

Sicut lilium inter spinas,
sic amica mea inter filias [Adae].
Sicut malus inter ligna silvarum,
sic dilectus meus inter filios.
Sub umbra illius quem desideraveram sedi
et fructus eius dulcis gutturi meo.

English.png English

As the lily among thorns,
so is my love among the daughters [of Adam].
As the apple tree among the trees of the woods,
so is my beloved among the sons.
I sat down under his shadow, whom I desired:
and his fruit was sweet to my palate.

Polish.png

Jak lilia pośród cierni,
tak przyjaciółka ma pośród dziewcząt.
Jak jabłoń wśród drzew leśnych,
tak ukochany mój wśród młodzieńców.
W upragnionym jego cieniu usiadłam,
a owoc jego słodki memu podniebieniu.

(wiki)

[…]

Cicho! Ukochany mój!
Oto on! Oto nadchodzi!
Biegnie przez góry,
skacze po pagórkach.
Umiłowany mój podobny do gazeli,
do młodego jelenia.
Oto stoi za naszym murem,
patrzy przez okno,
zagląda przez kraty.
Miły mój odzywa się
i mówi do mnie:
«Powstań, przyjaciółko ma,
piękna ma, i pójdź!
Bo oto minęła już zima,
deszcz ustał i przeszedł.
Na ziemi widać już kwiaty,
nadszedł czas przycinania winnic,
i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie.
Drzewo figowe wydało zawiązki owoców
i winne krzewy kwitnące już pachną.
Powstań, przyjaciółko ma,
piękna ma, i pójdź!
Gołąbko ma, [ukryta] w zagłębieniach skały,
w szczelinach przepaści,
ukaż mi swą twarz,
daj mi usłyszeć swój głos!
Bo słodki jest głos twój
i twarz pełna wdzięku».

(Pnp 2, 8-19)

*

Poetyka Przestrzeni

Za mną kolejna wycieczka do Toronto.

Bardzo fotogeniczne miasto.

Są na to dowody:

(Wjazd na rejon)

(„Prąd rządzi miastem, bo posiada kontakty”)

(Zabytki nowoczesności)

(Pajęczyna sygnalizacji)

(Potrzeba matką wynalazków)

(Świat do góry dnem)

(Victoria!)

(Segmentacja)

(GOD TRUST)

(Budynek Stowarzyszenia Umarłych Poetów)

(Masoni trzymają się mocno)

(Hmmm… Widzicie to co ja?)

(Multiplikacye I)

(Multiplikacye II)

(„Blood, whips and guns–or dollars. Take your choice–there is no other.”)

(Call of Duty)

(Przenikania I)

(Na projekcie)

(Klasyczna Fire Station)

(Art of seeing)

(Przenikania II)

(Transcendencja)

(See ya)

Platonic Love

Chciałbym przypomnieć krótki film, który nagrałem ze znajomymi parę lat temu, jeszcze w Krakowie. Cieszę się że powstał, niekiedy warto jest nadać czemuś trwałą formę, choćby była daleka od doskonałości. Proces produkcji tego filmiku przy mocno ograniczonych środkach technicznych i mimo amatorstwa, wspominam z dumą.  W sumie dużą ilością sztuczek kinematograficznych udało się tę etiudę naszpikować, bo właściwie jest to krótki film o naturze kinematografii oparty na platońskim micie jaskini.

Włala:

PLATON

REPUBLIKA

KSIĘGA VII

[fragment, tłum. W. Witwicki]

Potem powiedziałem: – Przedstaw sobie obrazowo, jako następujący stan rzeczy, naszą naturę ze względu na kulturę umysłową i jej brak.

Zobacz! Oto ludzie są niby w podziemnym pomieszczeniu na kształt jaskini. Do groty prowadzi od góry wejście zwrócone ku światłu, szerokie na całą szerokość jaskini. W niej oni siedzą od dziecięcych lat w kajdanach; przykute mają nogi i szyje tak, że trwają na miejscu i patrzą tylko przed siebie ; okowy nie pozwalają im odwracać głów. Z góry i z daleka pada na nich światło ognia, który pali się za ich plecami, a pomiędzy ogniem i ludźmi przykutymi biegnie górą ścieżka, wzdłuż której widzisz murek zbudowany równolegle do niej, podobnie jak u kuglarzy przed publicznością stoi przepierzenie, nad którymi oni pokazują swoje sztuczki.

– Widzę – powiada.

– Więc zobacz, jak wzdłuż tego murku ludzie roznoszą różnorodne wytwory, które sterczą ponad murek; i posągi, i inne zwierzęta z kamienia i drzewa, i wykonane rozmaicie i oczywiście jedni z tych, co je noszą, wydają głosy, a drudzy milczą.

– Dziwny obraz opisujesz i kajdaniarzy osobliwych.

– Podobnych do nas – powiedziałem. – Bo przede wszystkim czy myślisz, że tacy ludzie mogliby z siebie samych i z siebie nawzajem widzieć cokolwiek innego oprócz cieni, które ogień rzuca na przeciwległą ścianę jaskini?

– Jakimże sposobem? – powiada – gdyby całe życie nie mógł żaden głową poruszyć?

– A jeżeli idzie o te rzeczy obnoszone wzdłuż muru? Czy to nie to samo?

– No, cóż.

– Więc gdyby mogli rozmawiać jeden z drugim, to jak sądzisz, czy nie byliby przekonani, że nazwami określają to, co mają przed sobą, to, co widzą?

– Koniecznie.

– No, cóż? A gdyby w tym więzieniu jeszcze echo szło od przeciwległej ściany, to, ile razy by się odzywał ktoś z przechodzących, wtedy, jak myślisz? Czy oni by sądzili, że to się odzywa ktoś inny, a nie ten cień, który się przesuwa?

– Na Zeusa, nie myślę inaczej – powiada.

– Więc w ogóle – dodałem – ci ludzie tam nie co innego braliby za prawdę, jak tylko cienie pewnych wytworów.

– Bezwarunkowo i nieuchronnie – powiada.

– A rozpatrz sobie – dodałem – ich wyzwolenie z kajdan i uleczenie z nieświadomości. Jak by to było, gdyby im naturalny bieg rzeczy coś takiego przyniósł; ile razy by ktoś został wyzwolony i musiałby zaraz wstać i obrócić szyję, i iść, i patrzeć w światło, cierpiałby robiąc to wszystko, a tak by mu w oczach migotało, że nie mógłby patrzeć na te rzeczy, których cienie poprzednio oglądał. Jak myślisz, co on by powiedział, gdyby mu ktoś mówił, że przedtem oglądał ni to, ni owo, a teraz coś bliższego bytu, że zwrócił się do czegoś, co bardziej istnieje, niż tamto, więc teraz widzi słuszniej; i gdyby mu ktoś teraz pokazywał każdego z przechodzących i pytaniami go zmuszał, niech powie, co to jest. Czy nie myślisz, że ten by może był w kłopocie i myślałby, że to, co przedtem widział, prawdziwsze jest od tego, co mu teraz pokazują?

– Z pewnością – powiada.

– Nieprawdaż? A gdyby go ktoś zmuszał, żeby patrzał w samo światło, to bolałyby go oczy, odwracałby się i uciekał od tych rzeczy, na które potrafi patrzeć i byłby przekonany, że one są rzeczywiście jaśniejsze od tego, co mu teraz pokazują?

– Tak jest – powiada.

– A gdyby go ktoś – dodałem – gwałtem stamtąd pod górę wyciągał po kamieniach i stromiznach ku wyjściu i nie puściłby go prędzej, ażby go wywlókł na światło słońca, to czy on by nie cierpiał i nie skarżyłby się i nie gniewał, że go wloką, a gdyby na światło wyszedł, to miałby oczy pełne blasku i nie mógłby widzieć ani jednej z tych rzeczy, o których by mu teraz mówiono, że są prawdziwe?

– No nie – powiada – tak nagle przecież.

– I myślę, że musiałby się przyzwyczajać, gdyby miał widzieć to, co na górze. naprzód by mu najłatwiej było dojrzeć cienie, potem w wodach odbicia ludzi i innych przedmiotów, ciała niebieskie i niebo samo po nocy łatwiej by mógł oglądać patrząc na światło gwiazd i księżyca, niż po dniu widzieć słońce i światło słoneczne.

– Jakżeby nie?

– Dopiero na końcu, myślę, mógłby patrzeć w słońce; nie na jego odbicie w wodach i nie mieć go tam gdzie ono nie jest u siebie, ale słońce samo w sobie i na swoim miejscu mógłby dojrzeć i mógłby oglądać, jakie ono jest.

– Koniecznie – powiada.

– Potem by sobie wymiarkował o nim, że od niego pochodzą pory roku i lata, i że ono rządzi wszystkim w świecie widzialnym, i że jest w pewnym sposobie przyczyną także i tego wszystkiego, co oni tam poprzednio widzieli.

– Jasna rzecz, że do tego by potem doszedł.

– Więc cóż? Gdyby sobie swoje pierwsze mieszkanie przypomniał i tę mądrość tamtejszą, i tych, z którymi razem wtedy siedział, wspólnymi kajdanami skuty, to czy nie myślisz, że uważałby sobie za szczęście tę odmianę, którą przeszedł, a litowałby się nad tamtymi?

– I bardzo.

– A tam u nich przedtem może niejeden zbierał od towarzyszów pochwały i zaszczyty, i dary, jeżeli najbystrzej umiał dostrzec to, co mijało przed oczami, i najlepiej pamiętał, co przedtem, co potem, a równocześnie zwykło się było zjawiać i mijać, i najlepiej umiał na tej podstawie zgadywać, co będzie. Czy ty myślisz, że on by za tym tęsknił i zazdrościłby tym, których tamci obsypują zaszczytami i władzę im oddają? Czy też raczej czułby się tak, jak ten u Homera, i stanowczo by wolał „być na ziemi i służyć u jakiegoś biedaka” i nie wiadomo jaką dolę znosić raczej, niż wrócić do poprzednich poglądów i do życia takiego jak tam?

– Ja tak myślę – powiada – że wolałby raczej wszystko inne znieść, niż wrócić do tamtego życia.

– A jeszcze i nad tym się zastanów. Gdyby taki człowiek z powrotem na dół zszedł i w tym samym szeregu usiadł, to czy nie miałby oczu napełnionych ciemnością, gdyby nagle wrócił ze słońca?

– I bardzo – powiada.

– A gdyby teraz znowu musiał wykładać tamte cienie na wyścigi z tymi, którzy bez przerwy siedzą w kajdanach, a tu jego oczy byłyby słabe zanimby nie wróciły do siebie, bo przystosowanie ich wymaga nie bardzo małego czasu, to czy nie narażałyby się na śmiech i czy nie mówiono by o nim, że chodzi na górę, a potem wraca z zepsutymi oczami, i że nie warto nawet chodzić tam pod górę. I gdyby ich ktoś próbował wyzwalać i podprowadzać wyżej, to gdyby tylko mogli chwycić coś w garść i zabić go, na pewno by go zabili.

– Z pewnością – powiada.

– Otóż ten obraz – kochany Glaukonie, trzeba w całości przyłożyć do tego, co się poprzednio mówiło. Więc to siedlisko, które się naszym oczom ukazuje, przyrównać go do mieszkania w więzieniu, a światło ognia w nim do siły słońca. Wychodzenie pod górę i oglądanie tego, co jest tam wyżej, jeśli weźmiesz za wznoszenie się duszy do świata myśli, to nie zbłądzisz i trafisz w moją nadzieję, skoro pragniesz ją usłyszeć. Bóg chyba tylko wie, czy ona prawdziwa, czy nie. Więc jeżeli o to chodzi, co mnie się zdaje, to zdaje mi się tak, że na szczycie świata myśli świeci idea Dobra i bardzo trudno ją dojrzeć, ale kto ją dojrzy, ten wymiarkuje, że ona jest dla wszystkiego przyczyną wszystkiego, co słuszne i piękne, że w świecie widzialnym pochodzi od niej światło i jego pan, a w świecie myśli ona panuje i rodzi prawdę i rozum, i że musi ją dojrzeć ten, który ma postępować rozumnie w życiu prywatnym i publicznym.

– Mniemam i ja tak samo – powiedział – tak, jak tylko potrafię.

– Więc proszę cię – dodałem – podziel ze mną jeszcze to mniemanie i nie dziw się, że ci, którzy tam zaszli, nie mają ochoty robić tego samego, co ludzie, tylko ich dusze chcą wciąż tam przebywać i tam dążą. To chyba też naturalne, jeżeli i to jest zgodne z omówionym obrazem.

– To z pewnością naturalne – powiada.

– No cóż? A czy to, myślisz, dziwne, jeżeli ktoś od tych boskich widoków do marności ludzkich powróci, że nie wygląda wtedy jak ludzie i mocno wydaje się śmieszny, bo jeszcze słabo widzi, zanim się nie przyzwyczai do tutejszych ciemności, kiedy będzie musiał w sądach czy gdzieś indziej walczyć o cienie sprawiedliwości albo o bałwany, które tylko cienie rzucają, i stawać do zawodów o te rzeczy tak, jak je biorą ludzie, którzy Sprawiedliwości samej nie widzieli nigdy?

– To nie jest zgoła dziwne – powiedział.

– Gdyby ktoś miał rozum – dodałem – to by pamiętał, że dwojakie bywają zaburzenia w oczach. Jedne u tych, którzy się ze światła do ciemności przenoszą, drugie u tych, co z ciemności w światło. Więc gdyby wiedział, że to samo dzieje się i z duszą, to kiedykolwiek by widział, że się któraś miesza i nie może niczego dojrzeć, nie śmiałby się głupio, tylko by się zastanowił, czy ona wraca z życia w większej jasności i teraz ulega zaćmie, bo jest nieprzyzwyczajona, czy też z większej ciemnoty weszła w większą jasność i zbytni blask ją olśnieniem napełnia; wtedy by jej stan i jej życie uważał za szczęście a litowałby się nad tamtą. A gdyby się miał i z niej śmiać, to mniej śmieszny byłby jego śmiech nad nią niż pod adresem tamtej, która z góry, ze światła przychodzi.

– Mówisz w sam raz – powiada.

[…]

[s: themarketforideas.com]

*M*E*G*A*C*I*T*Y*

Byłem ostatnio przez parę dni w Toronto i odwiedziłem między innymi Royal Ontario Museum. To miejsce to dobry przykład na to, jak dzisiejsze muzeum może, a nawet powinno być prowadzone. Aż chciałoby się, aby miało więcej pięter. Pierwsze piętro było poświęcone sztuce starożytnego Wschodu, drugie zawierało eksponaty z Królestwa Zwierząt, na trzecim była wystawa dotycząca ewolucji stylów artystycznych na przykładzie wystroju wnętrz, zaś na czwartym galeria kostiumów historycznych oraz broni. Autorzy wyważyli proporcje między ładunkiem informacyjnym, a potencjałem rozrywkowym. Przez to zarówno profesor jak przedszkolak mogą tam znaleźć coś dla siebie. Muzeum oferuje także wystawy tymczasowe, akurat teraz było coś o dinozaurach, lecz uznałem, że tam nie pójdę, bo my Polacy walczyliśmy z dinozaurami jeszcze zanim Kanada istniała i raczej niczego nowego się nie dowiem.

Najbardziej przypadła mi do gustu wystawa o stylach w wystroju na przestrzeni wieków:

 

Royal Ontario Museum zdecydowanie na plus. Po tej wizycie tym bardziej rośnie mój apetyt na inne dostępne galerie. Choć po prawdzie, aby miło spędzić czas, wystarcza samo zwiedzanie ulic Toronto. Problem polega jednak na tym, że póki co jest jeszcze zimno. Ale na szczęście zawsze można schować się na chwil dłuższych parę do jakiejś kawiarni albo ciekawego sklepiku. Miasto samo z siebie dostarcza niespodziewanych zjawisk. Najlepiej było trafić przez przypadek do hallu hotelu Hyatt i natknąć się na koncert czarnego pianisty w kapeluszu i marynarce. Nie znałem ani jego, ani utworów, które grał, ale pasowały do pogody i robiły wrażenie. Byłem jednym z tych przypadkowych słuchaczy, czekałem na kogoś, aż przyszedł i niedługo później poszliśmy. To jest ta niesamowita efemeryczność interakcji międzyludzkich w wielkich miastach. Metropolie są pełne zjaw nagle się pojawiających i równie szybko ewaporujących, odbijających się niewyraźnie na kliszy pamięci.

Na szczęście są aparaty.

Kilka widoków zatrzymanych…

[Carlton St]

[Toronto Town Hall]

[Flickering in the morning]

[How is that possible?]

[LUXURY POTATO VODKA. NOT FOR HUMANS.]

[MIMICO x LAKESHORE]

[Somebody called for an exterminator?]

[Wild wild East]

[Frozen Roncevalles]

[Polish Canadian Roman Catholic Church]

[Jak w Krakowie… :)]

[Zrobią z ciebie pijanego Irlandczyka]

Raoul Duke: Ah, devil ether. It makes you behave like the village drunkard in some early Irish novel. Total loss of all basic motor function. Blurred vision, no balance, numb tongue. The mind recoils in horror, unable to communicate with the spinal column. Which is interesting because you can actually watch yourself behaving in this terrible way, but you can’t control it.

[Fiat lux!]

[Jak w Krakowie II ]

[Pod latarnią najciemniej]

 

Wyjeżdżam, by wrócić.

The Last Foray

Witam w Nowym Roku! Niech będzie szczęśliwy!

Zacznijmy go poetycko.

Jeszcze w październiku 2018 udało mi się zakupić w dobrej torontońskiej księgarni angielski przekład Pana Tadeusza autorstwa Billa Johnstona z Indiany (USA). Gdy zobaczyłem ten jedyny na półce egzemplarz, od razu zapragnąłem go zabrać ze sobą w dalszą podróż. Byłem niezwykle ciekawy jak zagraniczny tłumacz poradził sobie z oddaniem klimatu tak bardzo polskiego dzieła. Recenzja na okładce głosiła, iż jest to pierwsza w historii tak zacnie udostępniona angielskiemu czytelnikowi translacja. Po przeczytaniu jak najbardziej wystawiam pozytywną ocenę, bez nadmiernego wdawania się w szczegóły, sądzę że to świetna robota.

Oto fragment najsłynniejszy, sam początek, inwokacja!

Adam Mickiewicz

PAN TADEUSZ

or
The Last Foray in Lithuania
A Story of the Gentry from 1811 and 1812
Comprising Twelve Books in Verse

 

Lithuania! My homeland! You are health alone.

Your worth can only ever be known by one

Who’s lost you. Today I see and tell anew

Your lovely beauty, as I long for you.

.

Our Lady! You safeguard Częstochowa; shine

In Ostra Brama; shield the castled town

Of Nowogródek and the faithful there!

When I was small and placed into your care

By my poor weeping mother, wondrously

You cured me. Opening a lifeless eye,

I could at once walk to your temple door

To thank the Lord that I would live once more.

You’ll bring us back by such a miracle

To the Homeland. Meanwhile, transport my yearning soul

Back to those wooded hills, those meadows wide

And green, that line the pale blue Niemen’s side;

Those fields adorned with many-colored grain

Where golded wheat and silvery-rye both shine,

Where clover with its maidenly red blush,

White duckwheat, and amber rapeseed all grow lush,

Ribboned round by a green field boundary where

A tranquil pear tree nestles here and there

[…]

Oh yeah. Pan Tadeusz idealnie pasuje do emigracyjnego nastroju. Lektura przekładu była  szczególnie pożyteczna, mogłem poznać mnóstwo wyszukanych zwrotów i zobaczyć jak dusza polska odbija się w zwierciadle języka angielskiego. Dobrze jest się uczyć języków na przykładzie literatury dobrze nam znanej. Wówczas fabuła przestaje być przeszkodą i tym szybciej domyślamy się znaczeń z samych kontekstów, bez pomocy słownika. Ale jest też druga strona medalu – przez to, że angielskiego uczyłem się głównie słuchając audycji, wykładów i czytając książki filozoficzne, naukowe, beletrystyczne, to mój język jest bardziej techniczno-literacki, niźli zwyczajny, uliczny, codzienny, co może za bardzo nie przeszkadza, raczej  generuje  liczne zabawne sytuacje w mojej komunikacji z ludźmi (tutaj). W sumie lubię to, podobnie  jak fakt, że mam niezbywalny akcent polski.

Ciekawi mnie co po przeczytaniu powiedziałby Kanadyjczyk. Co oprócz tego, że wszystko zaczyna się od „Litwo…”, zastanowiłoby go?

Powinienem puścić w obieg ten egzemplarz.

Btw, według rozmaitych źródeł, Polaków w Kanadzie żyje około miliona, zaś półtora miliona osób mogłoby się pochwalić polskim pochodzeniem. Nie zdziwiłbym się, gdyby te liczby okazały się zaniżone. W USA żyje około 10 milionów ludzi pochodzenia polskiego. Miliony są też w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Brazylii…

Canadian Insights

Och Kanada.

To uczucie bycia na krańcu świata.

Interesująca perspektywa.

To może się wydawać na pierwszy rzut oka dalekim porównaniem, lecz rzekłbym, iż Kanadyjczycy czują się trochę jak starożytni Ateńczycy – uważają, że tu jest normalnie, a tam na południu żyją jacyś niekoniecznie sympatyczni ludzie, barbarzyńcy, co nie wiedzą jak żyć w pokoju.

Odkrywam, że są sporymi nacjonalistami gospodarczymi – silne jest w społeczeństwie parcie na zakup produktów rodzimych, ludzie wolą nawet zapłacić więcej, byle było kanadyjskie. To taka obywatelska strategia przetrwania, rodzaj ekspresji patriotycznej. Ale oczywiście dostępność rzeczy made in USA  i różnistej chińszczyzny jest powszechna. W końcu to dojrzały kapitalizm, konkurencja jest silna, przez co i ceny są wspaniałe. Jest tak jakby na samym wjeździe ktoś dał ci kupon -30 % na wszystko dopóty, dopóki będziesz tu żył i pracował. A promocji jest więcej i łączą się.

Taka dobra ekonomia to w dużej mierze zasługa niskich podatków (np. VAT 13%), jak również niesłychanej pracowitości i wydajności gospodarowania. Oczywiście wydajność jest możliwa m.in. dzięki niskim podatkom właśnie. Ale także dzięki niskim cenom energii. Tu gdzie mieszkam benzyna kosztuje około jednego dolara kanadyjskiego, czyli 2,80 PLN. Powiedzcie mi czy to nie piękna cena? I czy to nie oznacza, że ten naród tanio wyprodukuje więcej dóbr, łatwiej mu to przyjdzie i szybciej? Dzięki temu będzie mógł podwyższyć jakość, zaś ceny towarów pozostaną na relatywnie niziuteńkim poziomie. Odwrotnie jest w przefiskalizowanej Polsce, gdzie obywatele sami godzą się na podatki windujące ceny do około 5 PLN za litr. Szkoda, bo wyższe koszty produkcji oznaczają wyższe ceny w sklepach. Kanadyjczyk może tylko z politowaniem patrzeć na te kraje, które niejako same utrudniają sobie życie. Inna sprawa, że gdyby przyszło mu żyć w Polsce, gdzie struktura cen i płac jest wybitnie niekorzystna, to nie potrafiłby. Ale po co miałby tak utrudniać sobie życie?

Tymczasem we Francji protesty. Właściwie przeciętnego Kanadyjczyka niewiele to interesuje – „tamci” znowu nie potrafią usiedzieć w spokoju, niech się awanturują, byle nie za bardzo, bo znowu trzeba będzie ich rozdzielać. Kanadyjczyk ma świadomość, że żyje jak ktoś uprzywilejowany względem reszty świata, przez co rozumie ponadprzeciętny dobrobyt. Wie też, że jest to w wielkiej mierze zasługa jego praprapra(…)-przodków, którzy kiedyś tu przybyli, zrobili kapitał i go mnożyli z generacji na generację.  Stąd też Kanadyjczycy z pewną sympatią patrzą na imigrantów, ponieważ widzą w nich inkarnacje swoich antenatów. Dlatego też spotkałem się w tym kraju ze wspaniałym przyjęciem, jego mieszkańcy okazali się bardzo pomocni i wyczillowani. Oczywiście opisuję mój jednostkowy przypadek i może po prostu miałem szczęście. Jeśli tak, to coś dużo tego szczęścia 🙂 Ja akurat na co dzień mieszkam na względnej prowincji,  choć i tak w paśmie południowym, przygranicznym, które statystycznie jest najbardziej zaludnionym obszarem tego drugiego co do wielkości państwa świata, o populacji wynoszącej około 40 milionów, czyli tak jak w Polsce:

[Na zielono zaznaczono tereny niezamieszkane przez ludzi]

Kanada jest trochę taką prowincją świata, terre d’asyle, gdzie wciąż można schować się tak, że żadne systemy cię nie dosięgną. Niedawno odkryto w Kolumbii Brytyjskiej jaskinię, której od stuleci i tysiącleci nikt nie zarejestrował na żadnej mapie, być może nikt dotąd nie wiedział o jej istnieniu, wszyscy są zdziwieni jak tak wielka wyrwa mogła umknąć uwadze geografów:

[…and there it is – anus mundi]

Przypuszcza się, że najzwyczajniej w świecie w tym rejonie śniegi od lat zalegały, nie topniały i cały czas skrywały tę jaskinię przed satelitami. Podobnie możesz tutaj się skryć Ty, jeśli chcesz. Zwyczajnie jest tu pełno miejsc „poza zasięgiem sieci”.

Hmm… Ogólnie domyślam się, że europejskiego mieszczucha Kanada mogłaby nawet znudzić. On woli o wiele bardziej zagęszczoną atmosferę Warszawy, Paryża, Wiednia, Berlina, Londynu, Rzymu, aniżeli przepastne i momentami monotonne przestrzenie. Tutaj akurat Europejczyk z politowaniem spojrzy na Kanadyjczyka/Amerykanina, którzy nigdy nie będą mieć zabytków starszych, niż europejskie, pod warunkiem że Europa sama sobie ich nie zrujnuje, co tak uwielbia robić cyklicznie. Mnóstwo przyrody jest w Kanadzie, a tę przecież filister stara się możliwie w największym stopniu relegować do specjalnych zamkniętych rezerwatów, jak parki, ogrody botaniczne, zoologiczne itp.

Ale prawda jest taka, że Kanada oferuje również wspaniałe metropolie. Dotąd byłem tylko w Toronto. Tylko i aż! Dwukrotnie. Łącznie tydzień. Nie jest to łatwe miasto. Świetne zestawienie modernizmu i bohemy. I choć wszystkie ulice biegną tu w kratkę prostopadle, co mogłoby nudzić Europejczyka, to jednak bogaty koloryt torontońskiej architektury nie pozwala przechodzić obojętnie. Jest w niej sporo inwencji, domy są ciekawie udekorowane, w sposób niejako spontaniczny, artystycznie nieuporządkowany:

Toronto to miasto pełne kontrastów, spektakularne, mimo że dotknięte licznymi patologiami, przypomina Gotham City z Batmana, zwłaszcza gdy zapada noc i cały labirynt wieżowców się rozświetla.

Niezapomniane wrażenie gwarantowane, it is something else. Myślę, że tak mogłaby wyglądać Łódź, gdybyśmy tylko mieli szansę budować w Polsce kapitalizm przez ciągłe 150 lat, w takim spokoju jak kanadyjski.

Toronto jest dla mnie niesłychanie tajemniczym miastem i będę tam wracał, aby dowiedzieć się czegoś więcej.

Biel i Karmazyn

Kolory dobrze znane, dziś celebrowane. Mimo pobytu za oceanem, mogłem oglądać marsz i widziałem, że się udał. To zacnie. Fajnie byłoby być dziś w Warszawie. Rok temu wziąłem udział i pamiętam, że była to żyła złota dla antropologa. Zobaczyć tylu Polaków najróżniejszych proweniencji w jednym miejscu to nie lada gratka. Są tam wszyscy – od najebkowiczów uga-buga po damy w futrach. Wspaniałe zwierciadełko narodu. Polecam.

Wiele refleksji się nasuwa w związku z tym świętem. I taka właśnie jest rola świąt, by koncentrować cyklicznie ludzkie myśli wokół jakichś ważnych spraw.

Jedna z nich – ludzie w minionych miesiącach wymiennie używali terminów „Stulecie odzyskania niepodległości” oraz „Stulecie niepodległości”. Pierwsze określenie jest prawdziwsze, a to drugie to dezinformujący skrót myślowy.  Bo jednak najpierw szwab, później sowiet narzucili swe panowanie i wytworzyli wielką wyrwę w tej niepodległości na pięć dekad. Także świętujemy moment odzyskania, mimo że prędko znów weszliśmy pod zabór.

Druga refleksja jest taka, że osoby tworzące ten dwukolorowy marsz mogłyby pamiętać, iż niepodległość państwa to tylko część zadania, a nie cel sam w sobie. Co mi po tym, że państwo jest formalnie niepodległe, skoro na mocy tej niepodległości obezwładnia mnie jako obywatela? Celem jest tak naprawdę niepodległość jednostek, a jeśli nie ona, to przynajmniej szeroka ich autonomia w ramach niepodległego bytu państwowego. Państwo, mimo że jest niepodległe, wciąż może zniewalać.  Skoro niepodległość jest, to raczej warto ją zabezpieczać, aby mieć większy wpływ na prawodawstwo (choć w historii jest sporo przypadków, w których ludność wolała cudze rządy, od własnych np. ostatnio mieszkańcy Nowej Kaledonii w większości opowiedzieli się w referendum za pozostaniem kolonią francuską).  Jednak później kwestią pozostaje co właściwie z tą niepodległością robić, kiedy się już ją zdobyło. Otóż trzeba by właśnie iść dalej – niepodległe państwo powinno zabezpieczyć wolność osobistą.

Niestety akurat od tego celu jesteśmy w Polsce daleko, w świadomości szerokich kół zrozumienie dla tej kwestii  jest wciąż znikome mimo wielu lat pracy organicznej różnych myślicieli i organizacji. Obywatele Polscy zdają się być perfekcyjnie pogodzeni z tym, że mogą, a nawet powinni żyć jedni kosztem drugich, skoro wszyscy tak robią.  Z dnia na dzień sejmowa większość może ci podwyższyć podatki. Z dnia na dzień mogą cię zadłużyć. Mogą ci kazać płacić na instytucje, z którymi się nie zgadzasz, albo z których nie korzystasz. Chcą mieć wgląd w każdą twoją transakcję biznesową. Rozporządzają kiedy wolno ci handlować. Nakreślają nawet ile ziemi możesz maksymalnie sprzedać, żądają abyś utrzymywał cudze dzieci, abyś zarabiał na emeryturę kogoś, kogo nawet nie znasz, bez pewności, iż ktoś inny zarobi na twoją  i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej, i dalej, i dalej, i dalej… A ja się pytam tylko — JAKIM PRAWEM?

Ano prawem większości.  I nikt nawet nie zapłacze po tobie. Nikomu już nawet łza się nie poleje. Ludzie są z tym idealnie pogodzeni, właściwie mają to gdzieś, uważają że taki jest po prostu porządek wszechrzeczy streszczający się w powiedzeniu „chujowo, ale stabilnie”. Przypomina to trochę stan umysłu chłopa pańszczyźnianego, względnie wizję przykrej znieczulicy z Nowego Wspaniałego Świata A. Huxleya.

Podczas gdy ja pragnę, aby moje prawa były solidnie zabezpieczone, tak aby obojętnie jaki rząd obejmie władzę w tym niepodległym kraju, to aby pewnych rzeczy po prostu nie mógł zrobić. Jest to wyższy poziom cywilizacji i idea na której ufundowano chociażby USA – gra toczyła się o to jak najlepiej ograniczyć niepodległy rząd i zabezpieczyć prawa ludzi po wsze czasy. I aby to ograniczenie polegało nie tylko na potencjalnym gniewie ulicy, lecz aby było zawarte w konkretnych przepisach. Tak. Chodziło nie tylko o niepodległość państwową, ale też o autonomię jednostkową. Tego właśnie dziś wciąż brakuje i jest to spadek po feudalizmie i komunie. Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz – to pewnik. Ale nie będzie Polak Polaka wolności gwałcił, to już dla wielu wcale nie takie oczywiste – bo to dla większości wygodne (na krótką metę oczywiście, później – potop). Mnóstwo ludzi zdaje się świetnie odnajdywać w takim stanie rzeczy. Inni go zaledwie tolerują. Ja już ani się nie odnajduję, ani nie toleruję.

PIERDOL SIĘ, nie zrobię tego, co mi powiesz!

Canadian Slideshow

Cóż to był za miesiąc!

Po zawirowaniach wokół przeprowadzki może wreszcie znajdę więcej czasu dla eksploracji estetycznych.

Minął miesiąc odkąd wyleciałem do Kanady, do Ontario, w region Niagary. Wspaniała sprawa. Nie zdziwiłbym się, gdyby teraz więcej pojawiało się tutaj fotorelacji z tego zdumiewającego kraju. Dobra okazja ku temu. Kanada jest fotogeniczna, na pewno teraz – jesienią, kolorów co nie miara.

.

Na każdym kroku jakieś zaskoczenie. To pierwszy mój raz na tym kontynencie wszakże. Niby mnóstwo z tego widziałem na filmach, lecz możliwość zobaczenia tego na żywo to jest to. Uwagę zwraca zwłaszcza design przedmiotów oraz odmienne rozwiązania urbanistyczno-architektoniczno-użytkowe, czego najlepszą egzemplifikacją klasyczny MOTEL. Świetnie również prezentują się samochody, choćby zwykłe ciężarówki albo school busy.

Kanada jest oficjalnie dwujęzyczna, więc można się osłuchiwać z tutejszymi odmianami angielszczyzny i francuszczyzny. Choć tak właściwie jest to państwo stworzone przez imigrantów i grup etniczno-językowych jest tutaj co nie miara. Polsko-brzmiących nazwisk spotkasz szczególnie wiele. A sami Kanadyjczycy przewspaniali ludzie, prześcigają się w grzeczności.

To prawda – ekonomicznie jest tu lepiej i więcej jest swobody. Z drugiej strony – Europa ma zabytki. Jako gość dostrzegam wiele kuriozów, z którymi lokalsi są całkiem oswojeni. Z drugiej strony bezliku niuansów nie dostrzegam, co właściwie jest rodzajem przywileju, ponieważ w takim wypadku nie dźwigam ciężkiego balastu kontekstów. Dlatego emigrant może poczuć więcej wolności, nawet gdy wybył do kraju bardziej zniewolonego, niż jego rodowity – na skutek samej tylko banalnej zmiany otoczenia. Nieznajomość wszystkich zależności i potrzeba ich odkrywania od nowa może być zaletą i jest tym co podróżnicy uwielbiają. Niesamowite jest to spotkanie kontekstów – tych, które zabrałem ze sobą z Polski, z tymi, które napotykam tu. Wszystko to tworzy fascynujący miks, coś nowego, czego dotąd nie było. Zdarzenia nabierają tempa, trzeba uczyć się świata jakby na nowo, ma to swój olbrzymi urok. Poniekąd nie ma sensu zwracać uwagi na udręki, skoro takie są zalety emigracji. O jednym i o drugim jednak coś napiszę jak czas pozwoli.

I choć nie może być obecnie prowadzenie tego bloga priorytetem dla mnie, w obliczu tylu pomysłów domagających się realizacji,  to jednak tak lubię jego tematykę –  widzenie, światłocienie, kolory, lustra, widma – że wciąż mam pragnienie go dobudowywać miniaturka po miniaturce. Powiedzmy, że to taka moja prywatna idée fixe.

Co do mej emigracji jeszcze – ma ona tę zaletę, że jest jakoby dobrowolna. Nikt mnie wprost do niej nie zmuszał. Choć przyznać trzeba, że Polska A.D. 2018 daje mnóstwo bodźców do wyjazdu, to jednak moje powody nie są jedynie ekonomiczne, polityczne, socjologiczne, lecz w wielkiej mierze decydowały czynniki tak nieuchwytne jak ciekawość świata, albo potrzeba nabrania dystansu. Cóż, mimo wszystko Polskę uwielbiam i chciałbym, aby kiedyś kwitła tak jak to sobie wyobrażam. Warto dodać, że są to wyobrażenia oparte na realnym potencjale.  Krótko mówiąc – mogłoby być lepiej, niż jest. A skoro mogłoby, to nawet powinno! Dlatego najbliższy czas będzie także czasem porównań, przewartościowań, reinterpretacji. Zobaczymy czego, co polskie, brak w Kanadzie, oraz co kanadyjskiego warte byłoby odwzorowania w Polsce.

(Toronto Airport 6 X 2018 )

(First glance)

 

 (Big Cars, Wide Highways & Skyscrapers)

(Business Centre in Toronto I)

(Business Centre in Toronto II)

(Cinematic Views I)

(Cinematic Views II)

(Facade I)

(Facade II)

(Facade III)

e

(Toronto by Night I)

(Toronto by Night II)

(Toronto by Night III)

(Niagara Falls I)

(Niagara Falls II)

(Niagara Falls III)

(Niagara Falls IV)

(CAN-US Border Bridge)

(Motel Life I)

 

 (Motel Life II)

Mało kto jest anarchistą, każdy się tu boi wrogów

Zapodaję rap-świeżynki z Opoczna rodem:

Zwróćcie uwagę na pracę kamery w tym klipie:

Szczególne propsy za scenerię:

Ten teledysk jest nieprawdopodobny:

ŻABSON

TRAPOLLO

[…]

Ja nie piszę bajek tylko ty to tworzysz (ey)
Lepiej zobacz jak zostaję częścią polskiej mitologii (ey)
Pochodzę z małego polis, w którym Pegaz ma swój pomnik (ey)
Wyfrunąłem stamtąd szybko, no, bo hip-hop to mój konik (ja)
I nigdy nie marzyłem, żeby wbić na Olis (ja)
I to mi daje siłę jakbym wbił na Olimp (ja)
Dla nich byłem tylko ładnym chłopcem jak Adonis
Jestem tym wywrotowcem takim jak Apollin
Trzymam w ręce, tak jak KęKę cały świat na dłoni (dłoni)
Trzymam w ręce twoje serce, co ja mam z tym zrobić (zrobić)
Trzymam w ręce cały trap, cały hajs to był tylko jeden raz, nie licz na żadne love story

[…]

– genius.com

Co prawda estetycznie nie wszystko jest dla mnie w tych kawałkach łatwo strawne, z drugiej strony bardzo popieram filozofię twórczości jako eksperymentu, którą Żabson ciekawie wykłada w wywiadzie z niejakim Gargamelem:

(zaczerpnięte z profilu FB: Pegaz z Opoczna )

Dziennik Cienia

Max Richter, czyli jesienna rewelacja:

West Savannah

[…] Music you can close your eyes, take a deep breath of that good, and just let everything go…

– KrusherWilliams

Isaiah Rashad feat. Ab-Soul & SZA

WEST SAVANNAH

[Produced by The Antydote]

[Hook: Isaiah Rashad, SZA & Ab-Soul]
Now can we fall in love while Southernplayalistic banging through the night?
Fall in love, through the night

And I ain’t ever felt no type of way about this living, do or die
Type of way, do or die

And when they see our age, they say we’re young
I’ll let you push me to the side
Push me to the side

At least we fell in love with something greater than debating suicide
At least we fell in love

[Bridge: Ab-Soul]
How you feeling, baby?
How you feeling, baby?

[Verse: Isaiah Rashad & SZA]
I travel, for you
I battle, for you
‚Cause I love, to call, your name
I travel, for you

[Hook: Isaiah Rashad & SZA]
Now can we fall in love while Southernplayalistic banging through the night?
And I ain’t ever felt no type of way about this living do or die
And when they see our age, they say we’re young
I’ll let you push me to the side
At least we fell in love with something greater than debating suicide

[Hook: Isaiah Rashad]
Now can we fall in love while Southernplayalistic banging through the night?
Fall in love, through the night
And I ain’t ever felt no type of way about this living, do or die
Type of way, do or die
And when they see our age, they say we’re young, I’ll let you push me to the side
Push me to the side
At least we fell in love with something greater than debating suicide
At least we fell in love

– genius.com

Another one:

Another another one:

Kładę te rymy na kartkę tak jak malarz swe cienie na płótno

Fachowcy mikrofonu.

Trzy kawałki nie do zdarcia.

Trzeci Wymiar feat. Fokus

ILU Z WAS?

Szad :
Piszę po nocach… Czasem bez skreśleń jak Mozart...
Widzę to w oczach tubylców z okolicznych moczar
Mówią mi „Nie odkładaj pióra , bo rap akurat potrzebuje tych, co przędą grubą sieć jak tarantula, bo dać Ci mikrofon to jak zlecić coś komuś.”
Zawsze miałem świętych ziomów – byli jak „Święci z Bostonu”!
Czasem pomogłem coś komuś, innym razem ktoś pomógł
I tak wdzięczność do zgonu, trochę jak w GhostDog’u…
Są znowu…! Kipi atrament, a rapy ukochane są dla nas Koranem.
Skończę to jak Mahomet ranem. Tematy same płyną wszechoceanem,
Skuma to do 3% Amen! 3W Fokus…!
Synu otóż mamy to coś, co kręci do tyłu globus
Z tylu pokus, w tych akurat nie da się nie przykuć wzroku
Mimo tego syfu wokół, mimo krzyku wrogów,
Warkotu silników, smogu, precyzja jak chirurg w oku..!

Pork :
Ej to był kraj bez kamer, bez akcji w stylu Kain i Abel
Martwy gajer wisiał w szafie, jakby za karę
Patrzył jak martwym się kładę , a rankiem znowu zmartwychwstaję
Szły kolejne paczki fajek od kumpla matki taniej
Wtedy nie mógł mieć każdy najek, zapach trawki w pubie
Był czymś normalnym jak to, że flow na kartki kładę
To były dni kiedy mi wyznaczył kierunek bit
I spelunek dym, nikt i nic nie mówił jak żyć mam
A dziś biegnę wciąż, wszędzie proch, czuję wszędzie swąd!
Patrzę w górę, jakby stamtąd ktoś spuścił setkę bomb
Choć nie jestem księdzem to. Wiem, że nie odpędzę klątw!
Biegnie rok niezmiennie, zresztą jest tu biednie wciąż
Jeden sprzedaję nienawiść, drugi kupuje miłość.
W świecie gdzie musisz zabić  by odebrać coś siłą.
Kolejny ranek i choćbyś miał jak Willas talent.
Może zabrać Cię ta gra szybciej, niż Riedla ćpanie!

[x4]
Ej, robimy to tyle lat, ilu z was robi to taki szmat czasu
Ilu z was kradnie czas (patrz graczu)
Łatwo pomylić brak smaku z unikatowym gustem
Oryginał z odbiciem w lustrze, iluzje z pół-snem

Fokus:
Sprawdź ten flow. Mam w sobie go na sto procent!
Skąd? Skąd się wziął? To nieokiełznane moce
W innej epoce – konie, karoce, spienię i spocę
Pędzę przez dnie i noce. Sprawdź to i oceń!
Sprawdź ten track koło wbija takt.
Po drodze od lat, stu procent to znak
Ja ściągam wodze, wychodzę i widzę jak się nie wyswobodzę bo tak !
Bo to trwa od lat tam skąd pochodzę… Sprawdź ten skład.
Oddaję twojej załodze cały ten świat bez wad.
Który przesadnie przesłodzę.
Mam w sobie żar i dar i sam sobie czwarty wymiar spłodzę.
Bo jestem Bogiem i mogę! I uwierz we mnie – nadchodzę!
Myśmy to robili, kiedy nie było debili. A nie było chwili , żeby ich nie było, czyli wtedy kiedy żeśmy zaczynali, znali nas ze styli,
Byliśmy ze stali, oni byli mili, myśmy odkrywali jak Salvador Dali
Oni nas pytali co tam jest w oddali ?
Myśmy to sprawdzali, potem przynosili im i oddawali. Yo!
Sprawdź ten flow! Mam go w sobie na sto procent.
Wiem skąd się wziął. To wysoce nieokiełznane moce.
I była wojna jest pokój
Nie przewidziałeś proroku to Trzeci Wymiar i Fokus…!

Nullo :
Nigdy nie mówię nigdy, bo nigdy – nigdy nie jest za późno, bracie.
Kładę te rymy na kartkę tak jak malarz swe cienie na płótno kładzie.
24 godziny na dobę tworzę to morze zwartych słów.
Do mieszkań zanoszę nowiny, na które wylewam prawdy tusz.
Szukam bratnich dusz, co wykrzesują z martwych słów
Pojebany Animusz jak Canibus na papirus
Spójrz… Dla Ciebie to kartki bzdur, dla mnie to czarny blues.
Nie masz jak Mastiff kłów. A szczekasz jakby to były walki psów!
Zakładam na Ciebie kaganiec , zaczynam kazanie!
Mam manie na pranie.
To siada na banie , na pamięć jak Szada gadanie.
Nie lecę na famie to tanie.
Codziennie to nowe dodane zdanie.
Niezmiennie rzucamy kamienie na szaniec.
Codziennie to samo pytanie pada, dlaczego dziś każdy gada bragga ?
Szad, Null , Pork, Smok tną z brawurą pod prąd
Flow gra tu, bo non stop wciąż naturą folklor
Niepokonani jak Fort Nox , czy Boston Celtics!
Dzień dobry Polsko my robimy tak – jesteśmy MC’s

[Ref. x4]
Ej, robimy to tyle lat, ilu z was robi to taki szmat czasu
Ilu z was kradnie czas (patrz graczu)
Łatwo pomylić brak smaku z unikatowym gustem
Oryginał z odbiciem w lustrze, iluzje z pół-snem

[polskirap.net]

Trzeci Wymiar

BEZPOWROTNIE

[Verse 1: Szad]
Odbija światło szyba, przedpokój, dywan
Twarz przemywam, kolejna kropla po umywalce spływa
Na parapecie ostatni kwiat usycha
Ojciec już zasnął chyba, ciężko oddycha
Cyk, cyk, cyk, cyk, zegar cyka
W ciszy oddycha rytmika
Moje myśli gonią igłę sekundnika
Nie zasypiam, myślę o tym
Przemijanie nas dotyka, poczułem dziś ten dotyk
Myślę o tych, w których ta muzyka nigdy już nie błyśnie
O tych, którzy tkają niczym pająk nić tęsknoty
Czas to bezlitosny sędzia
Dobre chwile ci zostawia tylko na nieostrych zdjęciach
I kim byś nie był, ile byś nie miał, nie ma znaczenia
Wytropi cię by wręczyć ci bilet milczenia
Masz jedno życie, dobrze go pilnuj synu
Wystarczy jeden zły ruch, może zabraknąć kilku minut
Ktoś miał matkę, dziś ból w sercu nosi
Ja byłem świadkiem, parę niepotrzebnych słów i nie przeprosił
Potem pędził co sił, ale wybił czas na osi
Jeden Bóg wie ile lat ten ciężar będzie nosił

[Hook x2]
Pieniądz podzielił nas, a i tak wszystko zabierze czas
A kiedy tak przemijamy biegnąc ulicami miast
Zbyt często zapominamy kim jesteśmy w sieci kłamstw
Patrz jak czas nam zmienił twarz

[Verse 2: Nullo]
Czasem trzeba umrzeć by znów narodzić się jak Pelson
Zrobić szum wizerunkiem jak to zrobił Marylin Manson
Lecz zawszę wierny wersom będę, jak Berlin Niemcom będzie
Znam swoje miejsce w rzędzie, niech niewierni klęczą w błędzie
Trzeba się zmieniać by jakim jest się pozostać
Ciągle się zmieniam i tą samą mam postać
Wczoraj byłem koszykarzem, dzisiaj jestem raperem
Jutro jako starzec spojrzę w lustro z czystym sumieniem
Znam cenę, cele mam niezwiązane z portfelem
Sam wolę mieć kontrolę nad tym co na scenie gram
Koleś, nie zmienisz biegu rzeki
Bo rzeki budują to przez wieki, to wraca jak flashbacki
Wczoraj chciałeś być bogatym dzisiaj biednym musisz być
Jutro prawie jak lunatyk będziesz szedł byleby tylko iść
Nie wiadomo komu do domu zapuka bieda więc się nie daj
Ja umiem żyć bez kasy, wiesz? a ty się sprzedaj

[Hook x2]

[Verse 3: Pork]
Witam cię w czasach gdzie depresja jest częstsza niż przeziębienie
Wciąż obsesją jest pensja, wciąż krew rodzi pragnienie
Witam w czasach gdzie trzynastki robią laski w bramach
A ich matki w Stanach szykują botox dla nas
Świat na ekranach, zobacz ten czas wychował własnych synów
Wśród gęstych dymów, pestycydów, martwych rymów
Zobacz, świat kreują mass media, nas ogłupia blask reklam
Kiedyś symbolem wolności Gdańsk, dziś Amsterdam
Czy to nie dziwne, że ludzie zmieniają się przez jeden dzień?
Po co? po to by na końcu stanąć w słońcu i dać większy cień
A może nigdy nie byli takimi, jakimi mówili, że byli do końca
By dostać czego nie mogli mieć, więc wzięli to od nas
W tej sieci kłamstw milion ról, każdy tu jest aktorem
A dzieci bram idą w bój wciąż tracąc kontrolę
Każdy jest kłamcą, znasz to? łatwiej na to machnąć ręką
To jakbyś mówił diabłom, że w śmierdzi im siarką piekło
Jest środa, setka zginęła w zamieszkach wczoraj
Jutro setka urodzi się by zamieszkać w domach
Kiedyś Romeo, Julia i Don Juan grali swe tournee
Dziś Julia ma Alfa Romeo, Juan burdel

[Hook x4]

[s: genius.com]

Trzeci Wymiar

SZKODA FLOW

[Nullo]
Siema Pores, co tam?

[Pork]
4 dni chata kurwa przypomina bunkier
Z góry rzut, fotel, stół zalany trunkiem
Ulic szum w tle. Null mówię, ci jak kumpel
Nie mam weny czuję pustkę, jest okrutnie

[Nullo]
Na zegarkach dwudziesta czwarta, szukam natchnienia
Dwudziesta czwarta podarta kartka do wyrzucenia
Dwudziesty czwarty bit leci z discmana
Dwadzieścia cztery dni człowieku, już weny nie ma

[Pork]
Niby wszystko mam: Kartka, długopis, ciemny pokój
Bitu partia, trochę konopi, no i święty spokój

[Nullo]
Niby wszystko gra, lokum dwa na cztery wokół
Cisza, spokój i bit co działa jak opium

[Pork]
Szukam patentów, szybkich puent, skillsów, punchów
Pomysłów, lirycznych cięć i dystansu

[Nullo]
Szukam jak Copperfield magii. Lecz nie napiszę dziś (dziś)
Pod ten bit sagi. Coś mi mówi pisz, pisz
Ale wciąż bez rezultatów. Hej Pores śpisz? (śpisz?)
No co ty? Więc brachu ratuj

[Pork]
Muzyka gra tu, Wciąż brak tematów
Do tego traku. Ej! zna tu jakieś fatum brachu
Więc sam nas ratuj

[Nullo]
Mógłbym napisać kolejne reggae, co łatwo wpada
Odpada, To nie lada wada. Bo nie wypada nie składać

[Pork]
Ty

[Nullo]
Co?

[Pork]
A może napiszemy bragga, jak Jadakiss,
Palimy Cannabis, Wpadaj!

[Hook]
Raz! Może na ten temat szkoda flow
Dwa! Kartka, cztery ściany, woda, szkło
Trzy! Może nic już nie ma ponad to
Wena! Przywitam ją tak jak Conan tron
Raz! Przywitam ją tak jak Conan tron
Dwa! Może nic już nie ma ponad to
Trzy! Kartka, cztery ściany, woda, szkło
Wena! Ej! A może szkoda flow

[Łasuch]
To dla niej mógłbym skonać bez niej byłbym nikim
Bez niej w domach nie było tej muzyki
Liryki, poetyki nic nie miało by sensu
Nie napisałbym tych wersów żadnego tekstu
Patenty! Nie miałbym żadnych patentów
A te projekty nie byłyby tak bliskie memu sercu
Choć w tej chwili jej szukam, znaleźć ją to sztuka
Komu mam zaufać ukaż się, sam siebie nie oszukam
Szukam jej na obrzeżach miasta spektakularnie
Mój start to false start kiedy w końcu ją znajdę
Kiedy w końcu mnie natchnie zgubiłam koncentrację
Po drodze gdzieś zgubiłem orientację
Gdzieś zatraciłem w tym wszystkim pasję sam nie wiem czemu
Choć to najmniejszy z moich problemów
Największym ona wciąż nieobecna mówią jej wena
Co teraz bez niej nic nie ma znaczenia

[Szad]
Na stole szklanka patrz, tańczy na ściankach gaz
Żar z niedopałka spadł i jak zapałka zgasł
Tylko ta lampka blask i brak na kartkach fraz
Płynie w zegarkach czas jak byłbym w Alcatraz
Piszę po nocach już 9 lat
Piszę po nocach znów nie wiem jak
Lecz poznasz to po moich oczach
Już 9 lat słyszę to w blokach tu drzemie rap
Piszę to do was już 9 lat Popatrz!
Który to miesiąc, który to dzień, który tydzień
Idzie w przyciemnionym pokoju przy zeszycie
Siedzę i krzyczę wyczerpany tym kiczem
I gdy czekam liczę, że coś mnie natchnie życiem
Szukam wyjścia z labiryntu własnych myśli
Słucham tych ścian tych budynków, prawdy o bliźnich
Bezradnie czekam widząc jak czas mi kradnie zegar
Nie wiem! Jak wiele wersów spadnie w przepaść

[Hook]

(genius.com)

Rabować słońcu złoto i gwiazdy z nieba kraść

Ostatnio mam okazję bardzo intensywnie szlifować stołeczny bruk, a że lubię wszystko przyprawić literaturą, to zacząłem polować na ciekawe opowieści rodem z warszawskiej ulicy. Wielu takich anegdot dostarcza pisarz Stefan Wiechecki, znany szerzej jako Wiech. Był to popularny kronikarz międzywojennego życia. Niezwykłe są jego teksty, krótkie a treściwe, śmieszne, a co najważniejsze – bardzo realistycznie oddające język ówczesnych ludzi. Poniżej jedna z najsłynniejszych jego opowiastek:

Stefan Wiechecki

ZAKOCHANY ZŁODZIEJ

Modna jest obecnie rzewna piosenka o zakochanym złodzieju, który kradł, zdaje się, promienie księżyca czy też inne jakieś poetyczne, ale bezwartościowe artykuły, składając je następnie u stóp ubóstwianej kobiety.

Bywają tacy złodzieje, i to nie tylko w piosence.

Za bardzo podobne przestępstwo odpowiadał świeżo przed sądem grodzkim miły młodzieniec, pan Mieczysław Śmietanka, który chcąc zdobyć serce pewnej piękności, ukradł dla niej oleander.

Przedmiot ten nie tylko nie przedstawiał żadnej wartości na rynku paserskim, ale stał się jeszcze powodem wsypy zakochanego Miecia i jego dwóch przyjaciół.

Właśnie jeden z nich w takich mniej więcej słowach opowiadał przebieg tej romantycznej historii członkom policyjnej eskorty w kuluarach sądowych:

– Przez takiego zakochanego lebiegie wszystka trzech leżem z dowodami, szanowne panowie władze.

A było tak.

Poszliśmy na robotę na Ząbkowskie ulice. Owszem, nie można powiedzieć, mieszkanie urządzone po formie. Porządna pościel, w szafie galanteria męska, damska i dziecinna, gramofon, radion, firanki przyzwoite. Tylko brać i wynosić.

Ja z koleżką zrobiliśmy sobie dwa fest pakonki i wychodziem. Patrzem, a ten idyjota Śmietanka olejander z okna bierze i do drzwi trzaska.

Na razie myśleliśmy, że humorystyczną drakie odstawia, że w końcu postawi kwiatek na ziemi i weźmie się za jakiś leguralny towar. Ale nie, wynosi do sieni i po cichu nam zaznacza, że to dla narzeczonej, która podobnież obóstwia roślinność.

Koleżka chciał mu dać ze dwa razy w ucho, aleśmy się bojeli, że rzuci doniczkie, huku narobi i nakryją nas. No to mówiemy: „Chce nieść kwiatek, niech niesie, pies go drapał.” I wyszliśmy.

A ponieważ że godzina była spóźniona, a do domu mieliśmy daleko, wsiedliśmy z towarem w tramwaj. Tu dopiero żeśmy z tem olejandrem cudu doznali. Faktycznie, krzak był ładny i nie chciał się nam na przedniej platformie zmieścić.

Z ledwością go jakoś upchaliśmy i kto wie, czyby się nie dojechało na miejsce w porządku, żeby się jakiś pijany nie trafił, któren co i raz chciał z tramwaju wylecić i w ostatniej chwili za olejander się łapał.

Mietek Śmietanka cafnął swój kwiatek raz i drugi, a w końcu mówi do tego ankoholika: „Za co się wychowańcu monopolowy łapiesz, za narzeczeński prezent? Chcesz mnie roślinkie uszkodzić?”

Ten pijany, żeby go przeprosić, zdjął kapelusz i się kłania grzecznie, ale jak raz był zakręt, pasażer pod ankoholem stracił równowagie i lu mordą na olejander, połamał go w drebiezgi.

Kolega Śmietanka bardzo się rozgniewał, złapał kwiatek za łodygie i doniczką zaczął tego pasażera kształcić.

Ma się rozumieć nadleciała policja i wszystkich nas razem z towarem zdjęli z wagonu.

Powyższa opowieść, powtórzona w chwilę później przed sądem, zapewniła panu Śmietance i jego dwóm przyjaciołom sześć miesięcy więzienia. Wyrok byłby znacznie surowszy, gdyby nie szczere przyznanie się podsądnych, no i romantyczne tło przestępstwa.

Oto piosenka, którą ma z początku na myśli autor:

Ta wersja też jest bardzo dobra:

Emanuel Schlechter & Ludwik Starski

ZAKOCHANY ZŁODZIEJ

Był zakochany złodziej, okradał niebo z gwiazd,
Rabował słońcu złoto i księżycowi blask
A wszystko robił po to, bo chciał na pomysł wpaść,
Jak jednej małej pani jej małe serce skraść

Nie mógł sobie rady dać,
Na to miał za mało sił.
Nie mógł sobie rady dać,
Bo kolega frajer był.

Rabować słońcu złoto i gwiazdy z nieba kraść,
Pardon, trzeba być idiotą, pardon, trzeba z byka spaść!
A to robi się inaczej, bez nerw, o tak jak ja
Pardon, czy dama raczy?
I dama serce da.
Najgorzej, gdy się ktoś zakocha,
Gdy miłość przesłoni mu cały świat.
Z mocnego robi się słabiutki, głupiutki
I chłopak – jak mówią – wpadł.

Bo zakochany złodziej promienie słońcu kradł.
I nie bał się niczego i śmiało szedł przez świat
Aż potknął się o miłość i musiał biedak wpaść,
Dlatego, że chciał jedno maleńkie serce skraść

Nie mógł sobie rady dać,
Na to miał za mało sił.
Nie mógł sobie rady dać,
Bo niedoświadczony był.

Tak, tak, tak – to był dziwny fakt
Kradł, kradł, kradł
Aż przez jedno małe serce wpadł!

😉

 

Korytarze życia

Massive Attack

Eurochild

[Verse 1: 3D & Tricky]
Sitting in my day care, the art is deco painted
Blessed by the drink upon the corner’s where we’ve seen it
Chased by the plane it haunted by the medium
Too high to flow toward to break the tedium
Glow from my TV set was blue like neon
Activated the remote, I put the BBC on
I’ve seen this city somewhere, I’m looking out for no one
Pallor in my eyes it get blue like neon
Hell is round the corner where I shelter
Isms and schisms, we’re living on a skelter
If you believe I’ll deceive then common sense says, „Shall you receive.”
Let me take you down the corridors of my life
And when you walk, do you walk to your preference?
No need to answer till I take further evidence
I seem to need a reference to get residence
A reference to your preference to say I’m a good neighbor
I try to say judgement for my labour

[Verse 2: 3D & Tricky]
I walk in a bar and immediately I sense danger
You look at me, girl, if I was some kind of a, a total stranger

Hysterical, ecstatically no matter, call me stags
Hard to get a drink or a girl to relax
Upon phono, no go zone I go through
Aching awaits just to relocate you
Be careless with your fist
Now baby mix it with me
You see me function better when I get approximately
High by my technical flyby
I function better with the Sun in my eyes, so, goodbye

[Verse 4: 3D & Tricky]
Take a second of me, you beckon I’ll be
And when you’re sad I’ll mourn
And when you tear I’m torn
Take a second of me
Take a second of me
I stand firm for our soil
I lick a rock off foil
So, reduce me, seduce me
Dress me up in Stussy
Show me and I’ll stick em
Will you be my victim?
Take a second of me

Mad over you, mad over me, an analogy
Baby tagging up up all of my stationary
Sitting in my daycare, media deco painted
Colliding with the jam
Until the drink got dated
Window indigo when they go boom
I run inside my room
No sense you can trust me
Climb on my sofa
Roll in a daydream
Spliff make daddy go sleep-a-trip dream

(source: genius.com)

Równie świetnie wykonanie elementów  powyższego tekstu w Hell is Round the Corner:

I caught your stare

Teledysk nieszczególny, ale muzyka kosmiczna:

Moby & Cold Specks

Case for Shame

[…]

[Verse 2]
Draw fire crawl out
And seek the shade
Slowly send your palms away

[Chorus]
A fine line will set you apart
Swallow my name, swallow it down
Sing me a song
Shoot the breeze
Shake my hand
Across the fire, I caught your stare
Sing me a song
You today
You today

[…]

[genius.com]

I tutaj jeszcze bardzo dobra wersja akustyczna:

 

“Born all in the dark wormy earth, cold specks of fire, evil, lights shining in the darkness.” These lines from James Joyce’s Ulysses would later inspire the stage name of Somali-Canadian singer-songwriter Ladan Hussein. Somehow you can hear her sound in these words; layered and complex, full of soul and beauty.

[…]

– Here Today

(Cold Specks fot. Alexander Brandel)

 

 

Moby it’s really great to live on the Earth because of your magic music

– Pol Pyatov

Biała Chmura

Polecane do w nieskończoność zapętlenia:

Znalezione w miksie trip-hopowym Interstellar (thx T.):

Wszyscy uwielbiamy dobry trip-hop.

(s: thedali.org)

Jedzie karawana od wieczora do rana

Dobre nuty

Caravan Palace

MIDNIGHT

Midnight
It’s midnight
Midnight
It’s midnight
Midnight
It’s midnight
Why is everybody always pickin’ on me?
Midnight

Midnight
It’s midnight
Midnight
It’s midnight

[…]

(genius.com)

Caravan Palace

ENDED WITH THE NIGHT

Deep so deep red, on your cheeks
When you turn your gaze on me
Misty little lights, sparklin’ little lights
Make your eyes so shadowy
Uncertainty and revelry
On what you wished you’ve done
And what you really did
Once your family’s gone

Death has ripped my willing flesh of the night
Alright for you
A magic flight and the wildest ride
Ended with the night…

Death has ripped my willing flesh of the night
Alright for you
A magic flight and the wildest ride
Ended with the night…

(genius.com)

And two more:

Żadne lustro nie odbija wnętrza

Tymczasem na rubieżach Internetu…

Dessy di Lauro & Kodiak

Walk on Water

Elle est si magnifique
Mais son aura est maléfique
Cette tentatrice
Se laisse bercer par la critique

Son plumage est beau
Mais son ramage est faux
Déesse de l’image
S’imagine marcher sur l’eau

Le serpent rampe
Mais se laisse piler dessus
De chaque moment de plaisir
En émerge un où t’es déçu

L’œuf de Fabergé
Est vide à l’intérieur
L’enveloppe qu’on se crée
Sert à dissimuler ses peurs

La ballade est relax
Quand c’est un autre qui rame
Jouer l’indifférent
C’est comme danser avec le drame

Alle reste au chaud
Enveloppé par les flammes
Sa langue est un couteau
Et toi tu veux lécher la lame!

Copie conforme
Originalité de masse
Tu peux jouer la mascarade,
Jusqu’à ce que tombe le masque

Je ne vois que très peu d’art
Mais beaucoup d’artifice
Dites-moi combien de pantins pendent
Par leur égocentrisme?

Walk on water, walk on air,
Scratch the surface if you dare
You’ll go further if you learn to skim

You can rise above it all
But why walk when you can crawl?
Just be sure you always slice it thin

À te bercer par la foule
T’en perds la direction
Si tu ne comptes que sur la vague
Quelle sera ta destination?

À te bercer par la foule
T’en perds la direction
Si tu ne comptes que sur la vague
Quelle sera ta destination?

You can linger in the shallows
Take the bait but never swallow
Close your eyes and never question why

Always cooler in the shadows
Why lead when you can follow?
You’ll never lose if you don’t try

Walk on water, walk on air
Scratch the surface if you care
Nothing inside, no reason to hide

It’ll all be so much clearer
Don’t look in the mirror
Lay back, just let yourself slide

Walk on water, walk on air
Scratch the surface if you dare
Things go better when you let it slide

There’s a truth in every lie
Lay back, just let it slide
You’ll always be the apple of your eye

Aucun miroir ne reflète l’intérieur
Aucun miroir ne reflète l’intérieur
Aucun miroir ne reflète l’intérieur
Ce n’est qu’en grattant la surface
Qu’on peut voir la couleur

Aucun miroir ne reflète l’intérieur
Aucun miroir ne reflète l’intérieur
Aucun miroir ne reflète l’intérieur
Ce n’est qu’en grattant la surface
Qu’on peut voir la couleur

(source: lyricshall.com)

Seattle’s Finest

A propos królów i królików – frenetyczny track od Alice in Chains:

Alice in Chains

MAN IN THE BOX

[Verse 1: Layne Staley]
I’m the man in the box
Buried in my shit

[Pre-Chorus: Layne Staley]
Won’t you come and save me?
Save me

[Chorus: Layne Staley & Jerry Cantrell]
Feed my eyes
(Can you sew them shut?)
Jesus Christ
(Deny your maker)
He who tries…
(Will be wasted!)
Feed my eyes
(Now you’ve sewn them) shut!

[Verse 2: Layne Staley]
I’m the dog who gets beat
Shove my nose in shit

[Pre-Chorus: Layne Staley]
Won’t you come and save me?
Save me

[Chorus: Layne Staley & Jerry Cantrell]
Feed my eyes
(Can you sew them shut?)
Jesus Christ
(Deny your maker)
He who tries…
(Will be wasted!)
Feed my eyes
(Now you’ve sewn them) shut!

[Guitar Solo: Jerry Cantrell]

[Chorus: Layne Staley & Jerry Cantrell]
Feed my eyes
(Can you sew them shut?)
Jesus Christ
(Deny your maker)
He who tries…
(Will be wasted!)
Feed my eyes
(Now you’ve sewn them) shut!

(s: genius.com)

*

Grunge never died.. just the singers

– HeyySouL

*

« Older posts

© 2019 Chiaroscuro

Theme by Anders NorenUp ↑